An Najma. Z nutą Orientu  o tańcu i ludziach.

Pandemia z tańcem w tle – spowiedź nieproszona

Ten rok (2020) nie zaczął się wcale jakoś specjalnie źle. Od września 2019 mocno postawiłam na swój rozwój biznesowy aby w końcu, po 10 latach prowadzenia firmy, trochę więcej ogarniać jako przedsiębiorca. Lepiej zorganizowałam swoją pracę, zaczęłam myśleć bardziej strategicznie, snuć plany annajmowe odleglejsze niż „do najbliższej Gali/spektaklu”. Wystawiliśmy spektakl „Będzie pan zadowolony!”, który się widzom spodobał i planowaliśmy go udoskonalić i wystawić ponownie. Byłam zmotywowana, psychicznie gotowa do wyzwań, nawet z pewnym zasobem nietypowej dla siebie odwagi. Nie spanikowałam gdy pojawił się „pacjent zero” ani kiedy  zamknięto szkoły i uczelnie. Nie usiadłam z załamanymi rękami i nie zaczęłam płakać jak posypały się pierwsze zgłoszenia nieobecności. Pierwsze zajęcia online przeprowadziłam jeszcze zanim zamknęli nas na dobre w domach. Nawet jakoś poszło i uznałam, że w razie czego jest to jakieś rozwiązanie na czas tego światowego zawieszenia w wirtualnej rzeczywistości. A Wy wykazaliście chęci, zaangażowanie więc przenieśliśmy całą An Najmę do „matrixa”. Z nadzieją, że potrwa to góra miesiąc…

Miesiąc, owszem, zajęło mi przestawienie się na nauczanie tańca i tworzenie grupowych choreografii gadając do telefonu na pustej sali. Półtora miesiąca zajęło mi ogarnięcie życiowej logistyki mieszkania tymczasowo pod Wrocławiem, opieki nad dzieckiem, przygotowaniem do zajęć i wracaniem co drugi dzień do własnego mieszkania do kota, który siedział większość czasu sam. A lockdown trwał w najlepsze.
Złapałam ten kwarantannowy rytm – rozpisałam sobie co/w jaki dzień/ czy w domu/w szkole/u rodziców Maćka/ czy we własnym domu mam przygotować aby poprowadzić przyzwoite onliny. Zapisany na kartce plan dał poczucie jako takiej kontroli nad tym co się dzieje, pozwolił w końcu spokojnie położyć się spać, po to tylko, aby skoro świt następnego dnia odebrać telefon z wiadomością o śmierci mojej mamy.

W tym miejscu nie napiszę Wam o moich emocjach w tym czasie. Każdy ma w życiu własne dramaty i na swój sposób sobie z nimi radzi. Lub nie. I nie jest istotne jak wtedy zmienił się mój świat…
Bo nie zmieniła się An Najma. Ciągle istniała, choć wirtualnie. Kilka zajęć musiałam odwołać w związku z pogrzebem. Ale gdy tylko odzyskałam minimum sił, wróciłam na salę by znów mówić do telefonu. Z mniejszą energią, bez kobrzych złośliwości, ale wróciłam. Ktoś po drugiej stronie ekranu na mnie czekał, ktoś chciał ze mną potańczyć. Nie mogłam się poddać, załamać, odpuścić. Gdybym pracowała na etacie, siedziała za jakimś biurkiem przerzucając papiery i klepiąc w klawiaturę bezmyślnie, pewnie do tej pory nie pozbierałabym się po tym wszystkim. Ale An Najma to chyba jednak jakaś magia. I to nie o to chodzi, że to moja firma i jak o nią nie zadbam, to padnie więc jako współwłaściciel musiałam wziąć się w garść i wrócić do roboty. An Najma to magia, bo są tam ludzie. Niby to tylko klienci ale jednak jacyś bliżsi lub dalsi znajomi, z których każdy tańczy poniekąd ze mną, z których czasem ktoś trafił do An Najmy przypadkiem a został na dłużej bo mu się u nas spodobało. Dla tych ludzi właśnie byłam w stanie podnieść się, otrzepać i iść w życie dalej choć bardziej osamotniona niż wcześniej.

Dotrwaliśmy na tych live’ach do końca czerwca i w lipcu znów spotkaliśmy się na sali, w okrojonym składzie, z mniejszą ilością zajęć, ze zmianami w „zarządzie” An Najmy …

I tak do dziś rozganiamy tańcem złe myśli i czarne  chmury. Czasem pojawia się światełko normalności w tunelu, a potem znów przychodzi zwątpienie, że może dłużej tak się nie da. Pandemia przeczołgała nas wszystkim porządnie i nic już nie będzie takie, jak było. Ale dalej jest taniec! Dalej są ludzie, którzy sprawiają, że przychodząc do pracy zapominam, że jest jak jest. Robimy to, co do tej pory choć  inaczej niż zwykle. Gala online… annajmowe Xmas choreo z małą grupą chętnych zamiast całą szkołą… I kombinujemy jak tu przetrwać to wszystko i nie polec po drodze.

Trzymam w ręku annajmowy kalendarz na 2021 rok. Jest skromniejszy niż rok temu. Może trochę się boję teraz działać z rozmachem. Z tyłu głowy kołacze się myśl, że jak zyskuję poczucie kontroli, spokój ducha, snuję plany, to na drugi dzień coś się musi sypnąć.

W kalendarzu nasze zdjęcia z lutowego spektaklu, z nagrań Gali online. Są stroje, fryzury, make up’y. Wszystko niemal identycznie jak przed rokiem, choć jednak nie tak samo.
Niezmienny jedynie pozostał taniec, który wywołuje lub wydobywa z nas cały wachlarz emocji. Jest radość występu,  jest choreograficzny stres, jest onieśmielenie przez oko aparatu fotograficznego, jest emocja przepuszczania muzyki przez  własne ciało i wiele innych indywidualnych przeżyć, które na zdjęciach w tym kalendarzu odnajdziecie.

Przez najbliższy rok będzieie można przypominać sobie czym dla nas jest taniec przerzucając karty kolejnych miesięcy w międzyczasie tańcząc dalej i kolekcjonując nowe momenty do uwiecznienia w następnym kalendarzu An Najmy. Trzymam za to bardzo mocno kciuki!

Tegoroczny kalendarz jest dla mnie dowodem na to, że pasja, choć biznesowo niewdzięczna, jest naprawdę potrzebna, żeby łatwiej i przyjemniej przejść przez życie. Może ukoić połamane serca, odciągnąć od negatywnych myśli, zająć czymś głowę, dać cel i pozwala się wyżyć wyrzucając z siebie emocje, które ciężko czasem nawet wyartykułować. Nie bez powodu misją An Najmy jest: „Pomagamy wyrazić się przez taniec i muzykę”.

Do roztańczonego 2021 roku zatem!

Wasza Grashka Kobra

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.