An Najma. Z nutą Orientu  o tańcu i ludziach.

Co ma wspólnego taniec z teatrem? – rozmowa z Kamilem Przybosiem, naszym niezastąpionym wsparciem teatralnym ;)

Gdyby nie on, spektakle An Najmy byłyby nieco więcej niż zbiorem choreografii do ładnej muzyki. Potrafi doprowadzić do śmiechu i płaczu, odwrócić do góry nogami każdą koncepcję i sprawić, że niejeden przyzna mu rację. Nietuzinkowa postać, z którą ma przyjemność współpracować An Najma – Kamil Przyboś!

Teatr to ewidentnie nie tylko Twoja praca, ale też pasja. Co sprawiło, że poszedłeś tą drogą?
Oboje moi rodzice to aktorzy. Od urodzenia miałem dużą ekspozycję na teatr i jego środowisko. Zanim poszedłem do liceum, to cały ten teatralny świat zbrzydł mi całkowicie. Moją pasją była od zawsze medycyna, astronomia i generalnie Science.
Niestety w liceum przechodziłem okres buntu przeciw całemu światu i uznałem, że wszystko jest głupie, sztywne, pozamykane i bez wrażliwości, dlatego zacząłem pisać wiersze, muzykę i dramaty, które następnie wystawiałem w szkole. Pójście drogą artystyczną wydawało mi się dużo prostsze i wygodniejsze – i takie też jest. Lenistwo spowodowało, że poszedłem do szkoły teatralnej.
Tam teatr zdążył mi powtórnie się znudzić. W pracy reżysera mam ogromną przyjemność i satysfakcję. Mogę rzeczywiście dbać o jakość, i pracować z ludźmi, którzy chcą to robić; a nie z tymi co muszą, bo tak się utrzymują. Reżyseria jest przyjemna, wymaga przyglądania się światu i ogarniania go z każdej możliwej strony. Teatr nie jest moją pasją, raczej moją stymulacją.

Jak zaczęła się Twoja współpraca ze szkołą tańca An Najma?
Kiedy zaczynałem pracę nad „Prometeuszem”, Jacek Marks, który przyjaźni się z Anią Zielińską, zaproponował, że z całego arsenału widowiskowych znajomości mamy jeszcze tańce orientalne, i tak oto poznałem się z An Najmą.

Domyślam się, że z tancerkami nie współpracuje się łatwo… chyba, że masz inne zdanie na ten temat? 🙂
To zależy. Z amatorami może pracować się rewelacyjnie dopóki są świadomi tego, że się uczą; a może to być też największy koszmar, kiedy wydaje się im, że już wiedzą bardzo dużo. Z profesjonalnymi aktorami może pracować się wspaniale, ale czasami potrafi to być mordęga, gdyż nie każdy ufa, że wiesz co robisz i zaczyna próbować walczyć o swoje zamiast współpracować. Są też przypadki, w których ludzie po szkołach teatralnych nadal nie nadają się do tego zawodu.
I to byłaby moja odpowiedź na to, jak pracuje się z tancerkami. Sama profesja nie sugeruje jak się będzie pracowało. Wszytko zależy od osobowości tancerki; czy chce się nauczyć czegoś nowego, czy tylko być oglądana przez tłum; czy lubi tańczyć, czy lubi być lubiana; ma coś do dania na scenie, czy chce tylko brać od widza, itd.…

Co ma wspólnego taniec z teatrem?
Nie ma takiego teatru na świecie, którego genezę można by opisać pomijając taniec. Czy sięgniemy wschodnich teatrów kabuki, opery pekińskiej czy klasycznego teatru europejskiego, wszędzie napotykamy u źródeł teatru taniec. W starożytnej Grecji, te wszystkie spektakle były ogromnymi widowiskami, pełnymi muzyki, chórów, gigantycznej maszynerii oraz choreografii.
To teraz mamy intelektualnych aktorów, którzy nie potrafią zrobić nic na scenie poza dialogiem. To także dotyka wielu reżyserów, którzy nie potrafią skomponować inaczej sceny niż za pomocą gadających głów. To jest regres teatru, który dotyka całą sztukę współczesną.
Zatem odpowiedź na pytanie „co ma wspólnego taniec z teatrem?” brzmi „wszystko”. 🙂

Z tym wszystkim nieodłącznie związana jest także muzyka. Czym się inspirujesz, dobierając ją do projektów?
Nie mam zielonego pojęcia 🙂 Kiedy wiem już, o czym ma być dana scena i co chcę nią przekazać, muzyka przychodzi sama. To czasami jest jak równanie matematyczne, gdzie sytuacja na scenie + konkretny utwór = dobry teatr. Kiedy wiem, jakie wrażenie lub myśl ma sprowokować konkretny fragment spektaklu, muzyka czasami wydaje się oczywista – każda inna po prostu nie pasuje i albo zabiera scenie sens, albo jakość.
Oczywiście przytrafia mi się także to co chyba każdemu z nas, że słuchając danego utworu wyobrażam sobie jakieś obrazy, ale to jest naturalne. Poniekąd właśnie dlatego kompozytorzy piszą muzykę, aby tworzyć nam muzyczne światy.

Jesteś znany już nie tylko jako reżyser „Prometeusza”, ale także twórca „Pożegnania z Bogiem” czy jeden z autorów ceremonii związanych z ESK 2016. I z tego co wiem, pomysłów i pracy nie brakuje – nad czym obecnie pracujesz?
Obecnie pracuję na sześcioma projektami jednocześnie, chociaż niektóre są w zawieszeniu. Z jednej strony przygotowuję z legnickim teatrem Avatar uliczny spektakl ogniowy na sześć osób, z drugiej pracuję nad ceremonią otwarcia Światowego Kongresu Bibliotekarstwa w Hali Stulecia, gdzie mam opowiedzieć całą historię Wrocławia, a zespół liczy ponad sześćdziesiąt wykonawców.
I znowu, z jednej strony czekam na możliwość zrobienia spektaklu społecznego z osadzonymi, a z drugiej zostałem zaproszony do współtworzenia ceremonii otwarcia World Games na Stadionie Miejskim. Zatem jest tego trochę.

A prywatnie, poza teatrem – czym się interesujesz?
Moją największą pasją jest ogólnie rozumiana Nauka. Jak działa świat, jak działa człowiek. To jest moja prawdziwa pasja. Wydaje mi się, że współczesny świat ma więcej mitów i wierzeń niż cała nasza cywilizacja, a kiedy przyglądamy się jak jest rzeczywiście, co mówią fakty – to rzeczywistość okazuje się jeszcze ciekawsza, jeszcze bardziej interesująca i zachwycająca. Zatem w skrócie interesuję się światem 🙂

Z Kamilem Przybosiem o teatrze i tańcu rozmawiała Agnieszka Tokarska.

Zapisz

Zapisz